Aktor Tomasz S., syn właściciela prywatnej telewizji Tobias S., doradca byłego prezydenta Andrzej K. – To tylko trzech z ponad 100 osób, których apartamenty lub wille obrobiła trzyosobowa szajka Jana Sz. – ustalił portal tvp.info. W latach 2013-2015 łupem bezczelnych włamywaczy padły gotówka, kosztowności i towary luksusowe o wartości blisko 7 milionów zł! Gdy ich zatrzymano, w skrytce na działce jednego z nich znaleziono 2 kilogramy złota. Teraz „szybcy i wściekli” staną przed sądem.

Dziesięć minut. Tyle czasu zajmowało grupie bezczelnych włamywaczy okradzenie domu w luksusowej dzielnicy Warszawy lub na obrzeżach stolicy.

„Szybcy i wściekli” – taką nazwę szajce nadali policjanci. – Cała ich akcja nie trwała dłużej niż 7-10 minut. Wybierali domy w tzw. bogatych okolicach. Przez domofon sprawdzali, czy gospodarze są w domu, a gdy byli pewni, że nikogo nie ma, przeskakiwali przez płot. Kiedy włączał się alarm, spokojnie robili swoje. Liczyło się tylko zrobienie skoku – opowiada jeden z funkcjonariuszy CBŚP, który zajmował się rozpracowaniem grupy.

Jan Sz., szef ekipy, „rozbrajał” drzwi lub okna. Kluczem do sukcesu włamywaczy była tzw. łapka, którą można kupić za kilkanaście do kilkudziesięciu złotych. Przy jej pomocy Sz. potrafił sforsować wszystkie zabezpieczenia. W tym czasie jego kompan Łukasz W. stał na czujce, a Mariusz P. czekał na obu w samochodzie z włączonym silnikiem. W ten sposób od jesieni 2013 r. do grudnia 2015 r. obrobili ponad 80 willi i apartamentów. Co zatrważające, choć wiele posesji było formalnie monitorowanych przez różne agencje ochrony, ani razu patrol interwencyjny nie zdołał dojechać na miejsce, zanim nie opuścili go włamywacze.



Szajka Jana Sz. została rozbita tylko dzięki temu, że jeden z członków ekipy po kolejnym zatrzymaniu zdecydował się na współpracę z prokuraturą i został tzw. 60, czyli przestępcą, który w zamian za sypanie kompanów może liczyć na nadzwyczajne złagodzenie wyroku. Zmowę milczenia przerwał Mariusz P., znany warszawski złodziej samochodów.

Opowiedział on śledczym z Mazowieckiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej m.in. o tym, jak w sierpniu 2013 r. wszedł w komitywę z Januszem Sz., formalnie malarzem-tapicerem, w rzeczywistości jednym z najskuteczniejszych stołecznych włamywaczy. Mariusz P. ukrywał się wówczas przed policją i Sz. ugościł go w swoim domu w Kobyłce. Z braku pieniędzy P. poprosił znajomego, aby ten pozwolił mu „jeździć na mieszkania”.

– Zaczynaliśmy codziennie po godz. 16 i kończyliśmy po godz. 20-21. Dziennie robiliśmy dwa domy, choć zdarzało się, że i trzy. Wybieraliśmy domy w bogatych okolicach takich jak Konstancin-Jeziorna, Podkowa Leśna, Rembertów czy Wesoła. Braliśmy wszystkie pieniądze, kosztowności i towary luksusowe. Kilka razy Janek zabrał ze sobą sejf – wyjaśniał Mariusz P.

Jednym z pierwszych pokrzywdzonych przez ekipę, w której znalazł się Mariusz P., był syn właściciela jednej z komercyjnych telewizji – Tobias S. Mężczyzna zeznał, że w październiku 2013 r. wrócił do domu ok. 19.30 i odkrył włamanie. Zrabowano mu m.in. kolekcję zegarków takich firm jak Breitling, Zenith, Schaffhausen, wartych od 15 do ponad 40 tys. zł za sztukę, oraz czasomierz z różowego złota o wartości 140 tys. zł. Do tego doszły min. markowe pióra wieczne. W sumie Tobias S. stracił majątek wart ponad 260 tys. zł.

W marcu 2014 r. „szybcy” włamali się do domu znanego aktora Tomasza S. O tym, kim jest właściciel, złodzieje dowiedzieli się dopiero po skoku, gdy rozpruli sejf wyniesiony z budynku. Tomasz S. trzymał w nim 20 tys. zł, 3,5 tys. dolarów, kluczyki do dwóch samochodów oraz paszport i złotą bransoletkę. Aktor wycenił straty na 35 tys. zł.


Z domku Andrzeja K., byłego doradcy jednego z prezydentów, ekipa zrabowała skrzynkę z dwoma butelkami bardzo luksusowej whiskey. Nie wiadomo, ile dokładnie kosztowały trunki, ale K. podał, że wizyta złodziei kosztowała go w sumie 32 tys. zł.

Podobnych skoków było blisko 80 z udziałem Mariusza P. Śledczy są pewni, że ekipa w innym składzie mogła dokonać co najmniej drugie tyle włamań.

Ekipa została rozbita przez CBŚP i warszawskie pezety w maju 2016 r. Gdy policjanci wkroczyli do mieszkań „szybkich”, okazało się, że trzymali na półkach zrabowane precjoza. Czuli się tak pewnie. Na terenie ich posesji znaleziono kilka tzw. banków ziemskich – zmyślnych skrytek pod ziemią. W nich trzymali złote monety i kamienie szlachetne. To miał być ich fundusz emerytalny lub, w razie wpadki, środki na pokrycie kosztów obrony i paczek.

Ewidencjowanie odzyskanych łupów zajęło policjantom kilka godzin. W sumie odzyskano ok. 2 kg złotych pierścionków, łańcuszków i kolczyków, dziesiątki kamieni szlachetnych, złote sztabki i monety, luksusowe alkohole oraz cygara, a także ponad 30 zegarków. W czasie jednego ze skoków w ręce szajki wpadł zegarek Patek Philippe, jeden z dwóch lub trzech w Polsce. Do tego zabezpieczono dwa samochody: porsche cayenne, audi i motor ducato. Wiadomo, że część zysków – a szacunki śledczych mówią nawet o kilku milionach – szajka inwestowała w „deweloperkę”.

Okazało się, że złodzieje mieli swoją dziuple. Tam zostawiali swoje ubrania i telefony. Przebierali się w „ciuchy robocze”, brali bezpieczne telefony i ruszali na akcję. Po „robocie” ich samochód czyścił ze śladów znajomy włamywaczy.

Akt oskarżenia przeciwko „szybkim” trafił do sądu. Grozi im do 10 lat więzienia.

Źródło: www.tvp.info

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *